Grupy parafialne

czytaj więcej

Ogłoszenia

czytaj więcej

Eucharystia

zobacz kiedy...

Historia

Historia Parafii

 

Radoszowy zostały założone na przełomie XII i XIII wieku, jako wieś książęca. Nazwa wywodzi się prawdopodobnie od założyciela wsi o imieniu Radosz. Pierwszą wzmiankę o Radoszowach znajdujemy w dokumencie z 1228 roku, w którym książę opolski i raciborski Kazimierz I daruje wieś Radosevici zakonowi Norbertanek w Czarnowąsie koło Opola. W XV wieku klasztor z niewiadomych przyczyn utracił Radoszowy, które znów stały się domeną książęcą. Od 1532 roku Radoszowy stały się częścią tak zwanego państwa rybnickiego. Na skutek wojny trzydziestoletniej 1618-48 Radoszowy zostały wyludnione. Dopiero pod koniec XVII wieku zaczęto ponownie je zasiedlać. Na części pustych gruntów został założony folwark. Tak powstały Radoszowy Dolne, niezależne od państwa rybnickiego. Istniało też tu wolne sołectwo, które dało początek Radoszowom Górnym. W 1788 roku państwo rybnickie przeszło na własność króla pruskiego. Odtąd ta część wsi, która poprzednio należała do tego państwa, otrzymała nazwę Radoszowy Królewskie.

 

W 1926 roku całe Radoszowy zostały przyłączone do Rydułtów jako jedna gmina. Rozwijające się dynamicznie Rydułtowy w 1951 roku otrzymały prawa miejskie. Utraciły je w 1975 roku i razem z Radoszowami zostały dzielnicą Wodzisławia. Ponowną samodzielność Rydułtowy uzyskały w 1992 roku.

 

Radoszowy od początku swoich dziejów należały do parafii rybnickiej. Było to uciążliwe dla miejscowej ludności i dlatego postanowiono zbudować własny kościół. W 1919 roku mieszkańcy Radoszów i Niewiadomia powołali komitet budowy kościoła Katholischer Kirchbaurein Radoschau. Budowa ruszyła w 1920 roku. Prowadził ją budowniczy Gromnica z Rybnika. Po dwóch latach budynek kościoła był ukończony. Jego poświęcenia dokonano 22.02.1922 roku. Wtedy też został wprowadzony ks. Filip Pandel na duszpasterza samodzielnej lokalii. W tym samym roku założono przy kościele cmentarz. Po konsekracji kościoła 18.07.1925 roku przez ks. biskupa Augusta Hlonda, utworzono parafię. Poza całymi Radoszowami i Niewiadomiem Górnym, przyłączono do niej Pietrzkowice i Buzowice należące do parafii w Pstrążnej, oraz część gmin Piece i Szczerbice z parafii Lyski. Podczas konsekracji poświęcono trzy dzwony, które następnie zawieszono na wieży. Dotychczas używana była sygnaturka, pochodząca ze zlikwidowanej kopalni „Beatensglück” w Niewiadomiu. W 1942 roku dwa największe dzwony zostały zabrane przez okupanta na cele wojenne.

 

Okres okupacji kościół przetrwał bez większego uszczerbku. Dopiero walki wyzwoleńcze spowodowały uszkodzenia kościoła i probostwa. Szkody usuwano do 1947 roku. W 1957 roku sprowadzono dwa nowe dzwony.

 

Eksploatacja górnicza pod kościołem doprowadziła do jego silnych uszkodzeń, tak że zagrażał przebywającym tam ludziom. W 1968 roku przystąpiono do remontu kościoła na koszt kopalni. Fundamenty zostały wzmocnione żelbetowym wieńcem, zmieniono sufit i przy okazji zmieniono całkowicie wystrój kościoła, łącznie z wymianą ołtarzy.

 

W latach 80-tych obszar parafii znacznie się zmniejszył na rzecz nowo powstałych parafii.

W 1982 roku na Orłowcu powstała parafia Matki Boskiej Uzdrowienia Chorych. Przyłączono do niej zachodnią część parafii.
Do powstałej w 1985 roku parafii św. Maksymiliana Kolbe w Szczerbicach, włączono część tej miejscowości, należącej dotychczas do parafii radoszowskiej.

Z kolei założona w 1987 roku parafia Bożego Ciała i św. Barbary w Niewiadomiu, została całkowicie wykrojona z obszaru parafii radoszowskiej.

 

W 1990 roku rozpoczął się okres wielkiej budowy. Przystąpiono do budowy kaplicy przedpogrzebowej, którą wkrótce ukończono. Dłużej trwała budowa domu katechetycznego. Gdy roboty były już daleko posunięte, nastąpiły zmiany polityczne w Polsce. Zmieniono przeznaczenie budynku i roboty dalej kontynuowano. Został ukończony jako Dom Parafialny i poświęcony przez arcb. Damiana Zimonia w 1997 roku, w rocznicę 75-lecia istnienia kościoła.

Od stycznia 1992 roku zaczęło wychodzić pismo parafialne, miesięcznik „Spektrum”.

 

 

 

Kapłani pochodzący z parafii:

ks. Antoni Kałusek SVD 1938,

ks. dr Edward Karwoth 1939,

ks. Maksymilian Kopiec SVD 1953,

ks. Franciszek Chłodek 1954,

ks. Joachim Smołka 1955,

ks. Konrad Chłodek 1957,

o. January Franciszek Wolnik OFM 1958,

ks. Herbert Oślizło 1973,

ks. Tadeusz Deńczyk 1975,

ks. Edward Kopka 1986,

ks. Andrzej Hnida 1989,

o. Teofil Michał Lukas OFM 1994

ks. Dawid Sładek 2012


Św. Jacek

 

Minęły dwa lata od gradobicia w Kościelcu. Sława ojca Jacka z zakonu Dominikanów bardzo się w okolicach Krakowa rozpowszechniła. Ludzie przychodzili do niego z daleka, prosząc o pomoc w swoich niedolach. Kierowali się głębokim przekonaniem, że ojciec Jacek wyprosi u Pana Boga wszystko, o cokolwiek by Go prosił. Lektor Stanisław, pierwszy biograf świętego Jacka, w książce „Życie i cuda św. Jacka” opisuje inne cudowne zdarzenie z życia patrona naszej parafii.
Dotyczyło ono pani Felicji, dziedziczki z Gruszowa. Pani Felicja miała wielkie zmartwienie. Od dwudziestu lat była zamężna i nie doczekała się potomstwa. Bardzo cierpiała z tego powodu, bo mąż i cała rodzina ciągle jej wymawiali, że wielki ich majątek zostanie bez dziedzica. Zdesperowana postanowiła udać się do Krakowa, by u ojca Jacka z zakonu Kaznodziejów błagać o wstawiennictwo u Pana nieba i ziemi, Boga wszelkiego miłosierdzia. Prosiła Jacka, by uprosił jej tę łaskę, żeby mogła doczekać się potomstwa. Jacek jej odrzekł: „Idź córko do domu, oto bowiem urodzisz syna, w którego potomstwie będą i biskupi i liczni znaczniejsi ludzie”.


Stało się tak, jak jej ojciec Jacek przepowiedział. Pani Felicja, ku wielkiej radości wszystkich, szczęśliwie urodziła syna. Przyniosła go po pewnym czasie do Krakowa, by pokazać go Jackowi i podziękować, że uprosił jej tę wielką radość.

 

Wędrowcy wyszli z lesistego terenu na otwartą przestrzeń. Od strony Kościelca, do którego zmierzali, do ich uszu dochodził dziwny głos, ni to lament, ni to narzekanie. Nie minęło wiele czasu, gdy naprzeciw nich wybiegła gromada mieszkańców, wraz z właścicielką wsi Klemencją. Spodziewali się ojca Jacka z zakonu Dominikanów, bo zaprosili go na uroczystość św. Małgorzaty, by głosił im słowo Boże. On to właśnie nadchodził w towarzystwie współbrata Floriana. Wielkie zmartwienie spotkało mieszkańców Kościelca. Tego dnia nad okolicą przeszła gwałtowna burza z gradobiciem. Grad zniszczył wszystko co rosło na polach, wymłócił cale zboże tak, ze oprócz połamanej słomy nic nie zostało. Teraz z wielkim płaczem, wraz z dziedziczką padli mu do nóg wołając: „Drogi ojcze Jacku, ratuj nas w nieszczęściu, bo grad nas pozbawił wszystkich naszych środków do życia. Cóż teraz poczniemy, wypadnie nam chyba z głodu umrzeć. Ale my wiemy, bośmy to na pewno słyszeli, ze Bóg we wszystkim wysłuchuje twoich próśb. Ratuj nas przeto we łzach pogrążonych.”
Jacek bardzo się wzruszył. Jego wrażliwość na ludzkie niedole była powszechnie znana. Płakał z płaczącymi, jakby ich nieszczęście było jego nieszczęściem. Patrząc na tych ludzi dotkniętych ciężkim doświadczeniem, rzekł: „Bóg wszelkiego miłosierdzia, który zwykł zawsze przychodzić strapionym z pomocą, i was pocieszy. Wróćcie teraz do swych domów i noc tę spędźcie na modlitwie”. Tej nocy nikt w Kościelcu nie spał. Ludzie pocieszeni i z nadzieją w sercach zrobili tak, jak im ojciec Jacek polecił. Rozeszli się każdy do swej chaty i wytrwale przed Bogiem wszelkiego miłosierdzia wylewali łzy, prosząc o zmiłowanie. Na modlitwie noc spędził też ojciec Jacek, leżąc krzyżem przed ołtarzem w kościele św. Małgorzaty.


Rano, gdy tylko się rozwidniło, ludzie wyszli ze swych domostw. Stanęli zdumieni. Zobaczyli pola należące do tej wsi pokryte pięknym zbożem. Dorodne kłosy pełne dojrzałego, gotowego do żniw ziarna kołysały się łagodnie w porannym wietrzyku. Ani śladu gradobicia. Tam gdzie wczoraj było pobojowisko, teraz widać urodzajne łany.
Na ten widok włościanie wraz z dziedziczką zwrócili się z gorącym podziękowaniem do Boga. Z wielką radością i wdzięcznością dziękowali Panu nieba i ziemi, który za pośrednictwem Jacka okazał im swoją moc i miłosierdzie.
Pierwszy biograf św. Jacka lektor Stanisław w książce: „Życie i cuda świętego Jacka” pisze: „Cud ten widzieli: brat Florian, pani Klemencja i pani Konstancja, jej siostra, Gniewomir, miecznik krakowski i wszyscy mieszkańcy Kościelca”.

W przeddzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny roku 1257, Jacek wezwał do siebie przełożonych i współbraci. Od kilku dni czuł się bardzo słaby. Zrozumiał, że jego życie dobiega końca. Otrzymał tę łaskę od Boga, że wiedział, kiedy ta chwila nadejdzie.

Lektor Stanisław, pierwszy biograf św. Jacka, w książce „Życie i cuda świętego Jacka” pisze, że Jacek rzekł do zebranych: „Bracia moi najdrożsi, Bóg mnie woła, jutro światło życia doczesnego dla mnie zgaśnie. Przeto, co słyszałem z ust ojca naszego, świętego Dominika, to i wam przekazuję, a mianowicie, abyście pielęgnowali pokorę, mieli miłość wzajemną i zachowali dobrowolne ubóstwo. To jest bowiem nasze dziedzictwo, które nam przekazał jako swój testament”.

Wiodę Jacka do królestwa.

 

Dalej lektor Stanisław pisze: „Nazajutrz rano, w samo Wniebowzięcie NMP, odmówił Jacek pacierze kapłańskie, po czym przyjął ze szczerą pobożnością sakramenta święte i około trzeciej po południu, podniósłszy ręce do góry, ze łzami w oczach zaczął odmawiać Psalm 30: >W Tobie Panie mam nadziejęW ręce Twoje polecam ducha mojego<, oddał duszę swą w ręce aniołów, którzy mu się nieraz pokazywali, gdy był jeszcze w śmiertelnym swoim ciele”.
W dniu śmierci św. Jacka miały miejsce nadzwyczajne wydarzenia. Bronisława, przypuszczalnie siostra lub bliska krewna Jacka, norbertanka z klasztoru w Krakowie, zobaczyła w dniu Wniebowzięcia, w godzinach popołudniowych, wielkie światło nad kościołem Św. Trójcy. W tym świetle, w otoczeniu aniołów, zobaczyła piękną Panią, która prowadziła zakonnika w habicie dominikańskim. Zdumiona Bronisława zapytała: „Kim jesteś o Pani?”. Pani odrzekła: Jestem Matką miłosierdzia i wiodę Jacka z zakonu braci kaznodziejów do królestwa chwały”. Zaintonowała z Pieśni nad pieśniami „Pójdę sobie do góry mirry i do pagórków Libanu”. „Aniołowie podchwycili tę pieśń i wśród śpiewu razem z Jackiem wstąpili do ojczyzny jasności wiekuistej”.
Bronisława, tknięta przeczuciem, udała się zaraz wraz z dwiema współsiostrami do kościoła Św. Trójcy i tam dowiedziała się, że Jacek przed chwilą zmarł.

Żegota ożywa przy grobie.

 

Kroniki notują też inne nadzwyczajne wydarzenie, które miało miejsce w dniu pogrzebu św. Jacka. Na Kleparzu (dzisiaj to dzielnica Krakowa), na swoim koniu jeździł młody rycerz Żegota. Stało się tak, ze Żegota spadł z konia i złamał kark. Zrozpaczeni rodzice zabrali martwe ciało syna i w towarzystwie licznej rzeszy świadków udali się do kościoła św. Trójcy na grób Jacka. Przekonani o mocy jego wstawiennictwa, z płaczem błagali go o ratunek. Trwali na modlitwie przez godzinę, a po tym czasie ich syn ożył. Według kronikarza nie odczuwał nawet najmniejszego bólu. Oznajmił, że był z Jackiem w raju. Cud ten umocnił przekonanie, że św. Jacek uzyskuje u Boga wszystko dla tych, którzy się zwracają do niego o wstawiennictwo.
O Jacku z Krakowa głośno było w całej Europie. Cuda, których Bóg dokonywał za jego wstawiennictwem, znane były i komentowane w Rzymie, Paryżu, Bolonii. Sława Jacka jako potężnego orędownika u Boga rozpowszechniała się w późniejszych latach na całym świecie. Do dzisiaj jest bardzo czczony w Ameryce Łacińskiej i w Japonii. Na kolumnadzie Berniniego wokół placu św. Piotra, wśród 139 świętych, stoi rzeźba jednego Polaka: świętego Jacka, zaliczanego do najważniejszych misjonarzy Europy.


Po śmierci Jacka przy jego grobie wyłożono księgę cudów, która wypełniała się przez wieki. I wypełnia się do dzisiaj – bo ciągle zgłaszają się ludzie, którzy doświadczają mocy jego wstawiennictwa.

Na trzy tygodnie przed śmiercią, Jacek wędrował do wsi Serniki, czy też Żerniki, położonej koło Bochni, na prawym brzegu Raby. Został zaproszony przez jedną ze swych córek duchowych by głosił Słowo Boże w święto błogosławionego Jakuba Apostoła. By uczcić zacnego i sędziwego gościa (Jacek miał według różnych źródeł 71 lub 74 lata), wysłała na spotkanie syna jedynaka – Wisława. Wisław był młodym rycerzem, więc podróżował jak na rycerza przystało, konno i w towarzystwie giermka.
Jacek odesłał młodzieńca naprzód do domu. Nie chciał skorzystać z ułatwienia w podróży. Był wierny regule swego zakonu, która nakazywała odbywać pieszo apostolskie wędrówki.
Przewędrował przecież w ten sposób tysiące kilometrów, przemierzając Europę wzdłuż i wszerz. Chciał też pewnie, jak to miał w zwyczaju, modlić się w drodze o dobre swej posługi duszpasterskiej.


Młody rycerz wrócił do domu, by powiadomić matkę, że drogi gość jest już blisko. Musiał się tylko przeprawić przez Rabę, a ta niespodziewanie wezbrała po burzy. Wiesław był pewien, że dobrze zna rzekę i jej wody. Miał też zaufanie do swego rumaka. Rzucił się więc z koniem do rzeki, ale silny prąd wody porwał ich i poszli pod wodę. Giermkowi udało się jakoś wydostać na brzeg, więc pobiegł do Żernik powiadomić matkę o nieszczęściu. Przybysława w otoczeniu służby przybiegła natychmiast nad rzekę i płacząc zaczęła poszukiwać syna. Bez skutku.
Na drugim brzegu ukazał się Jacek ze swym towarzyszem bratem Klemensem i przeprawił się łódką przez rzekę. Gdy go Przybysława zobaczyła, w jej sercu obudziła się nadzieja, że Jacek może uratować jej syna. Padła mu zaraz do nóg wołając: „Drogi ojcze Jacku, wszakże posłałam mojego syna jedynaka, a oto utonął w tym miejscu. Cóż teraz pocznę. Nie mam już ani męża, ani syna! Widzę, jak zgasł ten, który był światłem moich oczu!”.
Jacek wzruszył się bardzo, bo wrażliwy był na ludzkie nieszczęście i zawsze płakał z płaczącymi. Odszedł na bok i upadł na kolana. Modlił się żarliwie. Po jakimś czasie wstał i wtedy ludzie ujrzeli, że ciało Wisława wyłania się z wody i wbrew prawom natury pod prąd zbliża się do brzegu. Wyciągnięto go zaraz, ale nie dawał już znaku życia.


Przybysława i wszyscy zgromadzeni błagali Jacka: „Dobry ojcze Jacku oddałeś nam go zmarłego, oddajże teraz żywego”.
Jacek zwlekał i rzekł: „Niech Pan Jezus Chrystus, któremu wszystko żyje, sam się ożywi”.
Zmarły otworzył oczy i zaraz stanął na nogi. Pierwszy biograf Św. Jacka, lektor Stanisław dodaje: „Zdarzenie to miało za świadków braci Przybysławy, Marka i Pawła, już dorosłych rycerzy i młodszego Andrzeja i innych”.
Wartoby tu powtórzyć słowa Matki Bożej skierowane w objawieniu do Jacka: „Raduj się synu mój Jacku, gdyż próby twoje miłe są przed obliczem Syna mego Zbawiciela i o cokolwiek prosić będziesz, za moim pośrednictwem otrzymasz od Niego”.

 

I. K.


Księża Proboszczowie

  

 ks. Filip PANDEL 1922-1955

ks. Władysław KRĘCZKOWSKI 1955-1957

ks. Paweł JOCHEMCZYK 1957-1976

ks. Sylwester ANTOSZ 1976-1982

ks. Adam WOŹNIK 1982-1988

ks. Rafał KORBEL 1988-2011

ks. Roman DOBOSIEWICZ 2011-teraz


Księża Wikarzy

 

ks. Alojzy FOLTIN JG 31.01.1934 – 09.05.1934

ks. Henryk PIEPRZYK 07.05.1934 – 15.07.1934

ks. Ignacy REMBOWSKI 20.08.1934 – 05.04.1935

ks. Wilhelm LISURA (LIZURA) 29.08.1935 – 16.08.1939

ks. Paweł KRÓLIK (KROLLIK) 17.08.1939 – 10.02.1940

ks. Antoni GASZ 10.02.1940 – 19.04.1940

ks. Paweł TOPÓR 19.04.1940 – 29.07.1941

ks. Erwin MUSZER 29.07.1941 – 02.06.1942

ks. Wilhelm IMIOŁCZYK 03.06.1942 – 17.05.1943

ks. Wincenty NAGI (DROBINA) 18.05.1943 – 05.1943

ks. Józef KULESA 13.06.1943 – 06.09.1946

ks. Józef WIECZERZAK 07.09.1946 – 31.01.1947

ks. Jan KULPA 02.02.1947 – 20.05.1947

ks. Paweł MIŚ 08.06.1947 – 21.10.1949

ks. Franciszek JASTRZĘBSKI 21.10.1949 – 31.08.1950

ks. Amand MORYS 20.08.1952 – 13.01.1954

ks. Antoni BASZTOŃ 13.01.1954 – 02.04.1954

ks. Włodzimierz DZIUBEK 02.04.1954 – 01.09.1955

ks. Antoni BRZÓSKA 01.09.1955 – 15.01.1956

ks. Włodzimierz DZIUBEK 15.01.1956 – 30.01.1957

ks. Edward PŁONKA 30.01.1957 – 31.08.1961

ks. Stanisław GRUCHAŁA 31.08.1961 – 29.08.1964

ks. Hubert MADEJ 30.08.1964 – 02.09.1967

ks. Jerzy BACHOWSKI 30.08.1966 – 01.08.1969

ks. Franciszek SALAMON 02.09.1967 – 27.08.1970

ks. Józef PIXA 01.07.1969 – 30.08.1971

ks. Antoni PIECZKA 27.08.1970 – 30.08.1973

ks. Józef RYSZKA 30.08.1971 – 01.04.1974

ks. Józef GRUSZKA 30.08.1973 – 24.08.1974

ks. Jerzy OTRZONSEK 15.05.1974 – 31.08.1974

ks. Antoni KUŚ 30.08.1974 – 15.11.1975

ks. Waldemar SITEK 31.08.1974 – 10.08.1975

ks. Lucjan MOROŃ 09.08.1975 – 01.08.1976

ks. Sylwester ANTOSZ 15.11.1975 – 29.03.1976

ks. Władysław KOLORZ 15.10.1976 – 21.02.1979

ks. Jan BUREK 30.04.1976 – 06.08.1979

ks. Stefan CZERMIŃSKI 06.04.1978 – 17.08.1981

ks. Henryk GOLASZCZYK 06.08.1979 – 15.08.1983

ks. Stanisław SUCHY 17.08.1981 – 31.08.1983

ks. Tadeusz STRACH 31.08.1983 – 30.08.1986

ks. Adam KOSTOWSKI 30.08.1986 – 28.10.1986

ks. Rafał KORBEL 28.10.1986 – 04.05.1988

ks. Grzegorz SEWERYN 06.07.1988 – 30.08.1988 (zastępstwo wakacyjne)

ks. Grzegorz BRZYSZKOWSKI 31.08.1988 – 31.08.1991

ks. Stanisław NIESZPOREK 31.08.1991 – 1995

ks. Marian TATURA 1995 – 08.1998

ks. Józef KOMOSA 1.09.1997 – 08.1999

ks. Janusz JOJKO 09.1998 – 08.2001

ks. Piotr MAREK 09.1999 – 08.2002

ks. Ernest MOSLER 09.2002 – 29.08.2006

ks. Adam LUCHOWSKI 30.08.2006 – 28.08.2009

ks. Piotr KUCZERA 29.08.2009 – 31.07.2010

ks. Andrzej KOS 31.08.2010 – 31.08.2013

ks. Piotr SZWIEC 31.08.2013 do nadal